Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza…

„Każde dziecko w chwili urodzenia ma znacznie większą potencjalną inteligencję,

niż Leonardo da Vinci kiedykolwiek wykorzystał”.

Glenn Doman , autor ”Jak nauczyć małe dziecko czytać”.

 

„ Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza…”

Jak najlepiej wykorzystać decydujący okres od urodzenia do dziesiątego roku życia:

– Pięćdziesiąt procent zdolności człowieka do uczenia się rozwija się w pierwszych czterech latach życia.

– Kolejne trzydzieści procent wykształca się do ósmego roku życia.

– Podczas decydujących lat tworzą się drogi nerwowe, na których opiera się cała przyszła zdolność uczenia.

– Po ukończeniu przez dziecko dziesięciu lat dendryty, które nie wytworzyły połączeń, obumierają.

– Dzieci są najlepszymi pedagogami, a rodzice ich najlepszymi przyszłymi nauczycielami.

– Dzieci uczą się najlepiej tego, czego doświadczają wszystkimi zmysłami, należy więc odpowiednio je stymulować.

– Nasze domy, plaże, lasy, place zabaw, ogrody zoologiczne i muzea są najlepszymi szkołami.

– Proste ćwiczenia fizyczne mogą ogromnie wspomóc umiejętność uczenia się małego dziecka.

– Dzieci rozwijają się według określonego schematu, należy więc nauczyć się go wykorzystywać.

– Nauka, w tym także nauka czytania, pisania i liczenia, może i powinna być zabawą. [1]

 

Nowoczesna edukacja na wyciagnięcie małej rączki ? 

Wiedza o potrzebach  rozwijającego się młodego mózgu jest dziś ogólnie dostępna, tym samym nie dziwi światowy trend wczesnej edukacji małych dzieci. Od pewnego czasu napędza on koniunkturę na usługi skierowane do najmłodszych Polaków. Narodziny potomka w tzw. ”dobrej rodzinie” wiążą się teraz nie tylko z radością , ale i intensywnymi wysiłkami, zmierzającymi w celu zapewnienia mu jak najlepszego startu. A jest w czym wybierać.  Fundacje, przedszkola, szkoły i  prywatne firmy prześcigają się, aby zachęcić do skorzystania ze swojej oferty.

Instytut Małego Dziecka w Poznaniu prowadzi zajęcia stymulujące rozwój maluchów już od momentu  narodzin do 6 roku życia. Program pracy przygotował  zespół pedagogów, psychologów i socjologów. Zgodnie z najnowszymi trendami, dzieci uczą się tu świata używając wszystkich zmysłów –obserwując, dotykając, rysując, słuchając dźwięków, smakując. Mają możliwość eksperymentowania z różnorodnymi materiałami. W zabawach  dzieci najmłodszych uczestniczą rodzice.

Kolejna oferta dla niemowląt to prowadzone w  wielu polskich miastach  zajęcia muzyczno – ruchowe po angielsku. Trafiają na nie dzieci w wieku od 6 miesięcy do 3 lat. Celem spotkań  jest odpowiednio wczesne rozpoczęcie tzw. biernej fazy nauki języka, istotnej na późniejszym etapie edukacji.

Tego typu przykłady można mnożyć bez końca. Liczne placówki uczące języków, szkoły kreatywności, basen, konie, szachy – wszystko, co pomaga rozwinąć możliwości młodego mózgu od 0 do 10 lat jest na wyciagnięcie ręki zasobniejszych rodziców.

Niestety, znacznie gorzej wygląda sytuacja dzieci, które pochodzą ze środowisk o niższym statusie społecznym i materialnym. To bardzo istotny problem, zasługujący na osobny artykuł. Jak pisze Tomasz Szlendak w „Raporcie o sytuacji edukacji elementarnej”: „Istnieje zależność między uczęszczaniem dziecka do przedszkola a jego późniejszym sukcesem szkolnym i życiowym. Trzeba zatem wyrównać szanse edukacyjne dzieci na poziomie elementarnym.” [2]

Dla najuboższych często nawet  przedszkole jest nieosiągalnym luksusem.

A mamy w Polsce bardzo wiele doskonale prowadzonych przedszkoli samorządowych. Jako przykład przedstawię  wielokrotnie nagradzane na szczeblu krajowym i wojewódzkim  Przedszkole Samorządowe nr 3 w Kielcach. Grupa nauczycielek – pasjonatek, nie zważając na ograniczenia finansowe, próbuje nadążać za ideami  współczesnej pedagogiki, pisząc nowatorskie programy edukacyjne i na własną rękę aranżując przedszkolną przestrzeń. Dzieci traktowane są tu bardzo indywidualnie, diagnozowane są ich dominujące inteligencje (na podstawie teorii inteligencji wielorakich H. Gardnera), a na dodatkowych, prowadzonych społecznie, zajęciach rozwijane te obszary mózgu, które wymagają wsparcia.  Najprościej mówiąc – jeśli dziecko nie lubi uczyć się matematyki, a uwielbia śpiewać, to na dodatkowych zajęciach wyśpiewuje działania matematyczne, które same „wchodzą” do głowy. Przedszkole systematycznie współpracuje z rodzicami, a także monitoruje losy swoich wychowanków, którzy na dalszym etapie edukacji odnoszą duże sukcesy.

 

Wczesnoszkolne wyzwania.

 

Z potencjałem wyniesionym ze świetnego przedszkola, radością pomieszaną z niepewnością  mały człowiek wchodzi do szkoły. Obok w tej samej ławce siedzi drugi uczeń – ten, który nie chodził do przedszkola, a jego rodzina nie miała możliwości zapisania go na dodatkowe zajęcia. Kończy się etap zabawy, zaczyna etap nauki, a różnice między dziećmi w klasie są ogromne. Przed nauczycielami klas pierwszych stoi niezwykle trudne wyzwanie. „Każde z dzieci chce mnie mieć dla siebie, każde prezentuje inny poziom wiedzy – mówi Pani Grażyna ,  nauczycielka nauczania początkowego –  pół biedy, jeśli dostanę klasę 24. osobową, ale jeśli mam opanować prawie 30. pierwszaków – jest bardzo trudno.”

W takich warunkach zaczyna się poważna nauka. Co prawda wprowadzana stopniowo i pełna haseł: ”zabawa przez naukę”, „radosna szkoła”, które mają ten okres przejściowy jak najbardziej złagodzić, jednak nie da się ukryć, że wymagania stawiane dzieciom  wzrastają i wzrastać muszą.

Trudno oceniać, która pani nauczycielka prowadzi zajęcia tak, że mali uczniowie czują się docenieni, zauważeni i zdobywanie nowych wiadomości jest dla nich czystą przyjemnością. Wszyscy rodzice chcieliby, żeby szkolny start przebiegał jak najłagodniej, a wiedza, nawyki i umiejętności wyniesione z klas 1-3 procentowały w przyszłości. Dlatego warto może zastanowić się nad możliwościami wartościowej pomocy  dla uczniów i nauczycieli, aby nauka przebiegała sprawnie i do tego przyjemnie.

Jako trener technik pamięciowych narażę się zapewne moim kolegom po fachu, jeśli napiszę, że regularne kursy efektywnego uczenia się, czy technik pamięciowych, to nie powinna być oferta dla najmłodszych uczniów.

Oczywiście można prowadzić kursy kreatywności, ogólnie rozwijające dzieci i pomagające zapamiętywać, można osiągać w tym sukcesy, jednak osobiście uważam, że podstawową wiedzę o uczeniu się powinna przekazywać szkoła i to w pierwszych latach nauki. Jeśli potrzebne są sposoby na zapamiętanie po kolei nazw przypadków, które zadała pani na lekcji języka polskiego, to  ideałem byłoby, żeby ta sama pani potrafiła podpowiedzieć, jak takich nowych trudnych wyrazów w odpowiedniej kolejności się nauczyć. Niestety to zdarza się bardzo rzadko.

„Brakuje rozwiązań systemowych, które pomogłyby całkowicie zmienić polski system edukacji. – mówi Marek Szurawski – wybitny specjalista w dziedzinie szybkiego uczenia się i rozwoju osobistego – Marzy mi się szkoła, która będzie laboratorium wyobraźni, gdzie na ścianach będą wisiały prace dzieci, w sposób obrazkowy przedstawiające trudne do zapamiętania pojęcia. Ale szkoła, klasa i nauczyciel to nie wszystko, jest też i dom – to naczynia połączone. Gdyby rodzice mogli dostać w szkole stosowny  zasób wiedzy, to kilka minut dziennie pracy z wyobraźnią , np. w drodze do szkoły,  znacznie ułatwiłoby dzieciom szkolny start.”

Konfrontacja marzeń z rzeczywistością bywa przykra. Często nauczyciel klas I-III zadaje dzieciom do zapamiętania jakąś porcję materiału i po prostu wymaga, a rodzice… radzą sobie jak mogą:. „Pani zadawała, a ja prywatnie umawiałam drugą panią z tej samej szkoły, która w domu douczała moje dzieci” – mówi pani Dorota – bardzo zajęta mama bliźniaków, które w tym roku skończyły klasę III.  Zdarza się, że po powrocie ze szkoły dziecko potrzebuje pomocy rodziców lub innych osób, aby odrobić zadaną pracę.

W tej sytuacji pilnym wydaje się wprowadzenie zmian, o jakich mówi Marek Szurawski. Kształcenie nauczycieli z zakresu efektywnego uczenia się, aby mogli przekazać dzieciom i rodzicom stosowną wiedzę, może na zawsze zmienić obraz polskich szkół.

 

Dobre zasady to podstawa.

 

Sądzę, iż celowym będzie wypunktowanie  najważniejszych założeń, sprzyjających uczeniu się , możliwych do wykorzystania już w przedszkolu i w pierwszych klasach  szkoły podstawowej. Niektóre z nich są dobrze znane, ale w praktyce rzadko stosowane.

Najważniejsze to stworzenie warunków sprzyjających nauce, więc jasno wyrażana pełna akceptacja dziecka , a co za tym idzie jego dobra samoocena. Chwalone dziecko ma chęć do nauki i odwagę do eksperymentowania.  Z moich doświadczeń wynika, że o słowach aprobaty pamięta się chętniej w przedszkolu, niż w szkole. Badania amerykańskich szkół  również wykazują duże zaniedbania w tej dziedzinie. : „Naukowcy podkreślają znaczenie pozytywnej zachęty w zdobywaniu wiedzy. (…) Wyniki amerykańskich badań wykazały, ze większość dzieci, już od bardzo wczesnego dzieciństwa, słyszy co najmniej sześć negatywnych komentarzy na jedną zachętę. Problem dziecka zaczyna się wraz z uwagami w rodzaju: „Nie rób tego”  lub „Niezbyt dobrze ci to wyszło”.”   [3]

Kolejna, ogólnie znana zasada, bez której trudno mówić o uczeniu się, to zaangażowanie w proces nauki  i zainteresowanie tematem.  >”Zaangażowanie” to przeciwieństwo „wkuwania”, czyli pamięciowego opanowywania wiedzy niezależnie od tego, czy jest ona ciekawa czy nudna.< [4] twierdzi Prof. Lilian G. Katz, będąca światowym  autorytetem  w dziedzinie uczenia małych dzieci.  Idealny nauczyciel potrafi zainteresować  ucznia tematem i zmusić do myślenia .

W większości polskich szkół, w klasach nauczania początkowego,  próbuje się stosować częste  przerwy w nauce, które znacznie zwiększają zdolność przyswajania wiedzy.  Nauka nie przebiega  już w 45. minutowych blokach. Nauczyciele mają prawo do samodzielnego regulowania długości zajęć dydaktycznych i przeplatania ich zajęciami ruchowymi i odpoczynkiem. Co z tego, skoro dzieci uczą się w budynkach, w których koniec lekcji klas starszych obwieszczają dzwonki, a to zaburza indywidualny rytm pracy najmłodszych. Na intensywniejsze zajęcia ruchowe nauczyciele nie zawsze mogą sobie pozwolić, bo biegające po korytarzu dzieci przeszkadzają  klasom, które właśnie mają zajęcia.

O roli ruchu w procesie uczenia się napisano bardzo wiele. Znane są zasady kinezjologii edukacyjnej, wiadomo, że ruch stymuluje funkcjonowanie mózgu. Jednak i w tej dziedzinie istnieją pewne nowe informacje, które warto przytoczyć.

Wybitny amerykański  psychiatra, klinicysta i specjalista od badań obrazowych mózgu- Daniel G. Amen,  twierdzi, że wszelkie urazy głowy pozostawiają trwałe ślady w ludzkim mózgu na stałe upośledzając jego funkcje. „Mózg zajmuje zamkniętą przestrzeń. W czasie ciosu w głowę nie ma się gdzie cofnąć, więc uderza o ściany czaszki, grzebienie i ostre krawędzie kostne, które tną  drobne naczynia krwionośne , powodując liczne drobne krwawienia, a po pewnym czasie – liczne obszary drobnych zbliznowaceń.” [5]

Tym samym odbijanie piłki głową, czy sporty mogące wywołać urazy głowy powinny być wyeliminowane z zajęć ruchowych dzieci

Od  zabawy z piłką przechodzimy znów do szkolnej klasy, gdzie nie ma czasu na zbędne słowa, a tym bardziej częste  powtórki. To ogromny błąd – zarówno w szkole,  jak i w domu. „Ci, którzy rezygnują z powtórek, nieustannie uczą się na nowo i na nowo zapominają”.[6] – twierdzi światowy autorytet – Tony Buzan.

Wiedza na temat zasad uczenia się jest bardzo obszerna i nie sposób przedstawić jej szczegółowo w jednym artykule, jednak jeżeli świadomość nawet najbardziej podstawowych  reguł  efektywnej nauki będzie codziennie towarzyszyła nauczycielom, to jest szansa, że mali uczniowie będą uczyć się skuteczniej, co więcej –  dobre przyzwyczajenia przeniosą na dalsze etapy szkolnej edukacji.  Ale to jeszcze nie koniec możliwości, jakie można zaproponować  pedagogom maluchów.

 

Triki czy techniki. 

 

O technikach pamięciowych słyszeli już prawie wszyscy. Zagadnienie stare, jak stara jest potrzeba opanowywania nowych słów, pojęć czy definicji. Proste zasady pracy wyobraźni, znane już Arystotelesowi, są często lekceważone i pomijane. Niesłusznie.

Einstein twierdził, że: „Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza, bo wiedza jest ograniczona”.

Bogaty świat wyobraźni, naturalny dla maluchów, a gubiony gdzieś w miarę dorastania, daje bodziec do samodzielnego kreowania swojego życia (specjaliści nazywają to postawą proaktywną). Niestety wyobraźnia i kreatywność to potencjał niedoceniany przez większość szkół.  „Szkoła ogranicza kreatywność . Mówiąc szkoła, mam na myśli zasadę, że  istnieje tylko jedna poprawna odpowiedź, oraz to, że największe znaczenie ma iloraz inteligencji.” [7]pisze Bill Lucas w książce „Twój umysł stać na więcej”.

A tymczasem, jeśli wykorzystamy możliwości mózgu i stworzymy skojarzenie, obrazujące ważne do zapamiętania treści, to  łatwiej zostaną nam one w pamięci.  Wspomniany już przeze mnie Marek Szurawski  w swojej książce ”Pamięć. Trening interaktywny” opisał tę zasadę jako „Prawo kreatywności w uczeniu się: co sam stworzysz, tego nie zapomnisz.” [8]

Małe dzieci nie dziwi, że przysłowiowy piernik można połączyć z wiatrakiem i bez trudu potrafią wyobrazić sobie barwny ciąg, w którym zobaczą parasolkę , wielbłąda, komputer i ławkę, np. kolorowa parasolka osłania zmęczonego upałem wielbłąda, który gra na komputerze. Wspomniany komputer ma już dość i uciekł pod ławkę. Absurdalność skojarzeń  i humor są w tym wypadku atutami.  Doskonale rozumie to Christiane Stenger –  najmłodsza maturzystka w Niemczech, laureatka pamięciowych  mistrzostw świata, która zachęcona własnymi sukcesami napisała książkę” Superpamięć dla dzieci”. Christiane pisze o skojarzeniach:  „…im bardziej będą zwariowane, tym łatwiej i na dłużej utkwią pamięci.” [9]

Jednym z najczęstszych problemów najmłodszych uczniów jest ortografia.

Tu też pomóc może wyobraźnia. O wiele trudniej zapamiętać, że herbata piszemy przez samo „h” niż zobaczyć siebie pijącego ową herbatę i huśtającego się na huśtawce, której kształt duże „H”,  przypomina. Herbata na huśtawce wychlapuje się i zalewa nam spodnie. Skojarzyć można wszystko, tak więc dla odmiany chmura przez „ch”, bo na obłoczku, który sobie wyobrazimy płyną roześmiane cytryny – cytryny jak „C” przy naszym „h” i w końcu nasza chmura robi się od cytryn cała żółta.

W tak obrazowym przedstawianiu wiedzy wyraźnie widać kolor, kształt, proporcje, co więcej – da się i trzeba takie skojarzenia uchwycić przy pomocy rysunku, a do tego dzieci namawiać nie trzeba. Warto wspomnieć, że im więcej zmysłów użyjemy tworząc nasze obrazy, tym skojarzenie będzie silniejsze. „ Kształcenie pamięci wymaga uwrażliwienia wszystkich zmysłów, tzn. wzroku, słuchu, węchu, smaku, dotyku i aparatu kinestetycznego (dzięki któremu masz świadomość położenia i ruchu swojego ciała w przestrzeni).” [10]W podobny sposób zapamiętywać można wszystko: trudne słowa, liczby, daty, definicje.

Nie dam rady omówić tu wszystkich technik,  możliwych do zastosowania w najmłodszych klasach. Chciałam tylko wspomnieć o jeszcze jednej możliwości, którą warto byłoby wykorzystać. Chodzi o dość popularne mapy myśli, stworzone przez Tony’ego Buzana. „Aby zapamiętać treść notatki, śmiało moglibyśmy się obejść bez 90% zawartych w niej wyrazów.” [11]twierdzi autor tej metody notowania i jest konsekwentny. Jego mapy zawierają minimum słów,  a za to mnóstwo rysunków, symboli, znaków i tym samym naturalnie wpisują się w kolorowy świat słabo jeszcze piszącego  dziecka. Takie notatki mogą pomóc najmłodszym  usystematyzować wiadomości, a przy okazji zrozumieć związki zachodzące między poszczególnymi,  omawianymi na lekcji, pojęciami.

Gdzie jest złoty środek?

 

Jak widać wiedza o sposobach efektywnego uczenia się jest prosta i łatwa do zastosowania w czasie zwykłych lekcji. Z drugiej strony trudno wyobrazić sobie przedszkolaka, czy nawet drugoklasistę, który na dodatkowych spotkaniach z chęcią zagłębia tajniki pracy z mózgiem. Oczywiście, zajęcia pamięciowe można poprowadzić bardzo ciekawie, jednak o wiele lepiej zagadnienia te wprowadzać systematycznie w czasie nauki. Nie tylko podniesie to efektywność pracy z dziećmi, ale i uatrakcyjni proces uczenia się. Przy okazji będzie dużo śmiechu, ruchu i rysowania, a nauczyciel stanie się najlepszym przyjacielem w procesie zdobywania wiedzy : „To, z kim się uczymy, jest jednym z najważniejszych czynników wywierających wpływ na naszą naukę. Prawda jest taka, że wszyscy potrzebujemy pomocy: potrzebujemy przyjaciół podczas nauki, tak samo jak w życiu towarzyskim.” [12]

Tymczasem wracamy do rzeczywistości. Nasze szkoły nie są jeszcze idealne, a oferta zajęć dodatkowych dla najmłodszych jest bardzo bogata.  Z wielu z nich naprawdę warto skorzystać – rozwijają, stymulują, ucząc bawią. Same plusy. Rzecz w tym, żebyśmy potrafili wybrać, wybrać to,  co przyniesie największą korzyść naszemu dziecku.

I jeszcze jedno – dajmy czasem maluchowi możliwość pobycia z samym sobą i  rozwinięcia swojego wewnętrznego świata wyobraźni.

Dawno temu mieliśmy kolorowe szkiełka z rozbitych butelek, patyki i szare przyblokowe podwórka ze zdezelowaną karuzelą i wysłużonymi huśtawkami. Był jeszcze zakurzony odrapany trzepak przy śmietniku i klucz na szyi. Mniej było alergii, nerwic, depresji.

Dziś dajemy dzieciom kolorowe zabawki najwyższej jakości ze wszystkimi atestami świata i mamy małych alergików; dajemy naukę języków, pływania i muzyki już od pierwszych dni życia i mamy rzeszę dyslektyków, dzieci z ADHD, nerwicowców, nadwrażliwców.

Medycyna poszła po rozum do głowy i odchodzi się już od teorii sterylnej czystości. Może należałoby też odejść od idei zapełniania dziecku każdej wolnej minuty i lekko zaszczepić je nudą. Ćwiczenia pod hasłem – masz dwie godziny dla siebie i nie masz telewizora ani  komputera, wywołałyby frustrację i protesty niejednego, przeładowanego różnorodnymi bodźcami, kilkulatka.

Ale może pusta kartka przed sobą, kolorowe kredki, zainteresowanie i aprobata rodziców mogłyby zdziałać więcej niż niejedne dodatkowe drogie zajęcia.

Dorota Nawrotek  (11.07.2013)                                                 

[1] Gordon Dryden, Janette Vos, „Rewolucja w uczeniu” , Zysk i S-ka, Poznań 2003, s.226

[2] „Małe dziecko w Polsce –  raport o sytuacji edukacji elementarnej” pod redakcją Tomasza Szlendak, http://www.dladzieci.org.pl/repository/RK_spistreEAci.pdf)

[3] Gordon Dryden, Janette Vos , „Rewolucja w uczeniu” , Zysk i S-ka; Poznań 2003,  s.222/223.

[4] Wykład wygłoszony 9.05.2005 przez profesor Lilian G. Katz w Warszawie na zaproszenie Fundacji Rozwoju Dzieci im. Jana Amosa Komeńskiego w Polsce,  http://www.frd.org.pl/pl/artykul/_170

[5] Daniel G. Amen, „Zadbaj o mózg”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań2005, s. 49

[6] Tony Buzan, ”Pamięć na zawołanie”, Wydawnictwo „Acha”; Łódź 200, s. 93

[7] Bill Lucas, „Twój umysł stać na więcej”, Dom wydawniczy Rebis; Poznań 2005, s.208

[8] Marek Szurawski, Wydawnictwo „Acha”,  Łódź 2007, s. 103

[9] Christiane Stenger, ”Superpamięć dla dzieci”, Wydawnictwo Acha, Łódź 2009, s. 19

[10] Tony Buzan, ”Pamięć na zawołanie”, Wydawnictwo „Acha”, Łódź 2007, s.54/55

[11] Tony Buzan, ”Rusz głową”, Wydawnictwo „Ravi”, Łódź 2005, s.93

[12] Bill Lucas, „Twój umysł stać na więcej”, Dom wydawniczy Rebis, Poznań 2005, s.310

 

Komentowanie jest wyłączone